W oryginalnym znaczeniu rocznik wina (vintage) to proces obejmujący zbiór winogron i przetworzenie ich w końcowy produkt. Czyli inaczej mówiąc zebrane winogrona w danym roku są następnie poddane obróbce i tworzone jest wino, które po rozlaniu do butelek otrzymuje oznaczony na etykiecie rok zbioru i rozpoczęcia przetwarzania.

Łatwe w zrozumieniu i przyjemne w piciu. Ale czy na pewno takie oczywiste?

Tym pytaniem wkraczamy w sferę prawd i mitów o winie. Dlaczego? Otóż większość krajów dopuszcza dodawanie wina powstałego z innych roczników winogron niż ten podany na etykiecie!

Największe możliwości mieszania dopuszcza prawo w Chile i Południowej Afryce – wymagany jest 75% udział wina z rocznika, pozostała część może być z innych lat, w Australii, Nowej Zelandii oraz państwach Unii Europejskiej udział rocznika musi wynosić co najmniej 85%. Podobnie jest w USA, chociaż w ich rodzimej produkcji z apelacji (AVA) restrykcje są większe – aż 95% musi pochodzić z prezentowanego na etykiecie rocznika.

To też przyczynek do pytania czy etykieta powie nam prawdę o winie? Jeżeli chodzi o rocznik wina to i tak i nie.

Jakie znaczenie ma więc rocznik wina?

Zdania są tu podzielone.

Rocznik wina - nalepka bez rocznikaNiewątpliwie rocznik wydaje się być istotny w zimniejszych regionach uprawy winorośli – tutaj temperatura dla niektórych lat różni się znacząco co powoduje że w cieplejszych latach pojawiają się dojrzałe grona, w zimniejszych grona nie dojrzewają właściwie i zawierają mniej cukru. Często za mało żeby powstało dobre wino.

W wielu regionach, szczególnie w Nowym Świecie kolejne sezony są bardziej podobne w warunkach co sprzyja mniejszym różnicom w dojrzewaniu winogron. Podobnie jest na terenach suchych, gdzie właściwe nawadnianie powoduje jednakowe dojrzewanie winogron w każdym roku. Pomimo tego, wina tam produkowane są oznaczane rocznikami ich produkcji. Ze względu na oczekiwania konsumentów.

Czyli to konsumenci chcą dostawać informację, nawet kierować się nią w wyborze, pomimo, że w większości wypadków nie ma ona znaczenia. Nie tylko dla konsumentów. Dla znawców również, chociaż ci ostatni nie chcą lub nie potrafią zdać sobie z tego sprawy.

Jeden z prezesów amerykańskiego towarzystwa enologów postawił kontrowersyjną hipotezę, że doświadczeni znawcy wina nie są w stanie odróżnić podczas ślepej degustacji dobrych roczników od złych, a jeżeli rozróżniają roczniki to ich oceny nie pasują do tabeli preferencji roczników.

SONY DSCCo ciekawe podjął się udowodnienia tej tezy. Wykorzystując 240 amatorów wina dał im do degustowania wina z roczników sięgających od 4 do 17 lat wstecz. Okazało się że większość nie potrafi rozróżnić roczników (poza winami Bordeaux), u tych u których to rozróżnienie okazało się możliwe wynik oceny czy rocznik jest dobry czy zły niewiele różnił się od rzutu monetą. Kiedy powtórzył testy wśród znawców wina, włączając w to akademików francuskich, wynik okazał się przez przypadek taki sam.

Czy zatem istnieje realna ocena wina nie dyktowana nalepką i opiniami „ekspertów”?